Warto przeczytać

Public Relations Jak agencje PR mogą przydać się małym i średnim przedsiębiorcom?

Fachowiec pomoże ci się przedstawić

PR-owcy nawet za 500 EUR pomagają małym i średnim przedsiębiorcom. Branża się specjalizuje.

"Klient nasz pan" - to istota funkcjonowania agencji PR. Ale jednocześnie - jak przekonuje większość znawców - w branży w ostatnich latach wzrósł poziom etyki. Efekt? PR-owiec, jeżeli będziecie się państwo chcieli powiesić i kupicie u niego sznur, podobnie jak dawniej chętnie wam go sprzeda, ale najpierw grzecznie poinformuje o konsekwencjach jego użycia.
Być może ta zmiana miała największy wpływ na wzrost zainteresowania sektora MSP usługami public relations.

Kiedy do PR-owca?

- Małe i średnie przedsiębiorstwa często nie zdają sobie sprawy, że mogą mieć coś ciekawego do powiedzenia mediom - uważa Małgorzata Wejtko, prezes Newsline Communication & Consulting.
A mogą mieć na przykład niecodzienny produkt "chleb, który leczy", medialną historię pt. "Jak wygrałem II wojnę światową z urzędem skarbowym" lub też bardziej prozaiczną opowieść o tym, że firma co roku organizuje zbiórkę żywności i darów dla najbiedniejszych rodzin w dzielnicy, w której działa.
- Takim firmom przydadzą się szkolenia medialne. Agencja pomoże również w organizacji imprezy czy wyjazdu integracyjnego. Niezbędna jest w sytuacjach kryzysowych - np. jeżeli firma ma złą prasę - wylicza Małgorzata Wejtko.

Trzykrotny spadek cen

- Mali i średni przedsiębiorcy zaczęli się interesować PR jakieś dwa lata temu. Świadomość wzrosła w związku z coraz większa konkurencją na rynku. Niewątpliwie wpływ na to miał również dwu-,trzykrotny spadek cen i drastyczne zmiany na rynku agencji public relations. Freelancerzy obsługują nawet za 500 EUR miesięcznie - mówi Marek Wróbel, prezes Neurona, kolejnej agencji, która chętnie kieruje swoją ofertę do firm z sektora MSP.

Koniec wszystkoistów

Większość agencji PR ma swoją ulubioną działkę, inne tematy biorą niechętnie.
Są nawet specjaliści branżowi: od farmacji, od branży IT, od instytucji finansowych czy od firm telekomunikacyjnych.
- PR-owiec, który uważa, ze potrafi wszystko, jest jak "idiotenkamera". Zdjęcie zrobi, ale co to będzie za zdjęcie - mówi Piotr Lignar, właściciel agencji Lignar PR i wykładowca w WSPiZ im. L. Koźmińskiego i na Uniwersytecie Warszawskim.
Lignar uważa, że to miniony kryzys w branży wymusił na agencjach specjalizację i podwyższenie standardów. Jeszcze 2-3 lata temu korporacje masowo cięły koszty, a zaczynały właśnie od pozycji "specjaliści public relations".
- Wiele firm padło. Przed 2001 r. każdy chciał się zajmować wszystkim. Teraz jest inaczej - twierdzi nasz rozmówca.


Rafał Kerger, Puls Biznesu